czwartek, 17 lipca 2014

Ubrania to inwestycja?

Ostatnie kilka dni przyniosło kilka gorzkich wniosków. Albo po prostu żyłam w jakimś innym bajkowym świecie otoczona przez elfy i nierealistyczne poglądy na temat ciuchów. Możliwe. Wydawało mi się, że przecież nie może brakować chętnego na kilka ciuchów, które mają metkę znanej marki i noszone były ledwie kilka razy. Szczególnie, że chciałam oddać je właściwie za bezcen. Zależało mi bardziej na zrobieniu trochę wolnego miejsca w szafie. Potrzebujących osób o zbliżonych gabarytach nie znam. Z allegro za dużo zabawy. Do tego pojemnika na ciuchy nie wrzucę – do biednych te rzeczy przecież nie trafiają.

Pierwsza myśl? Komis! I tu zaczyna się zabawa. W Krakowie znalazłam jeden skup takich ubrań. Podjeżdżam – zamknięte na amen. Przypomniałam sobie, że koło rodziców Połówka jest drugi, więc zapakowałam ciuchy do siaty i w drogę. Ale wystarczyło 5 minut rozmowy z właścicielką i wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Ubrań, za które w sklepie zostawiłam pewnie koło 700zł teraz nikt nie chce nawet za 10zł. Smutna rzeczywistość.
Nawet to rozumiem. Koło tego komisu było chyba z 5 ciucholandów i pięć sklepów. Co z tego, że oferują głównie chińską tandetę, skoro ta tandeta jest tania jak barszcz? Rynek jest przesycony. Szkoda mi tylko wyrzucać rzeczy, które przecież nawet nie miały szansy się zniszczyć. Szkoda mi zaśmiecać świat czymś, co przecież spokojnie mogłoby posłużyć komuś innemu.

Byłam tego dnia strasznie zła. I jakoś tak przypomniało mi się, jak to najpopularniejsze blogerki modowe rozgadują się na temat inwestowania w ubrania.

Jakie inwestowanie Skarbie? Twoja torebka Chanel i buty od Louboutina tracą na wartości co najmniej kilkadziesiąt procent w momencie kiedy je założysz. Kupujesz torebkę za 15 tysięcy, ale nie sprzedasz jej już za tyle. Rzeczy tańszych marek w chwili zakupu stają się praktycznie bezwartościowe. Tych z sieciówek często nawet ciucholandy nie chcą-mają ich pełne półki. Więc jeśli nie kupisz czegoś naprawdę ŁAŁ! to nie licz na jakąkolwiek inwestycję. Po prostu utopisz kasę w szmatach.

Jaki jest racjonalny sposób inwestowania w ubrania?
Kupuj większość rzeczy o KLASYCZNYCH fasonach i o NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI na jaka możesz sobie pozwolić. Czyli to, co raczej:

  • nie wyjdzie z mody, 
  • nie znudzi Ci się, 
  • nie zedrze się po kilku założeniach. 


Dobra inwestycja to ciuch, który możesz nosić latami aż do zdarcia. Nie musisz tracić energii na szukanie kupca, a często chętnego do przejęcia danej rzeczy za darmo.
Drugi sposób to faktycznie szukanie perełek w ciucholandach. Szmateksy oferują ceny zbliżone do faktycznej wartości danej rzeczy. Nie przepłacasz, nie odczuwasz tak mocno spadku wartości Twoich ubrań. Niestety polowanie wymaga sporej ilości wolnego czasu, którego na chwile obecną mocno mi brakuje. Ale mam w szafie jeszcze kilka zdobyczy za śmiesznie małe pieniądze i mają się całkiem dobrze. Zostaną ze mną pewnie jeszcze kilka lat.

Czy to mnie czegoś nauczyło? Sporo. Pozbyłam się złudzeń. Teraz już wiem, że przemyślane zakupy to dobra rzecz. Że moje zastanawianie się przez miesiąc nad zakupem bluzki to nie dziwactwo, to rozsądek, który powoduje, że coraz mniej będzie rzeczy „do pozbycia się”. Za to uleganie trendom, zachciankom, wyprzedażom odchudzi Twój portfel. Tej kasy raczej już nigdy nie odzyskasz.

5 komentarzy:

  1. Twój blog jest niesamowity. Trafiłam na niego dzisiaj i już przeczytałam wszystkie wpisy. Jesteś dla mnie mega inspiracją. Mam nadzieję, że dalej będziesz blogować, bo wiele naprawdę wiele można się od ciebie nauczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Strasznie miło przeczytać coś takiego o sobie :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z tym co napisałaś - często inwestujemy właściwie w metkę. Przestaje liczyć się jakość i fason, który nie wyjdzie z mody za miesiąc, a liczy się przede wszystkim skąd dany ciuch mamy. Całe szczęście, że jakieś trzy lata temu się z tego wyleczyłam. Teraz już nawet wolę sama sobie coś uszyć, choć nie zawsze wszystko mi wychodzi. Najważniejsze to świadoma inwestycja w swoją garderobę. Sytuacja, w której kobieta ma pełną szafę, a wciąż nie ma się w co ubrać jest zabawna tylko powierzchownie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, że ta metka po chwili przestaje mieć jakąkolwiek wartość. W ciężkiej chwili ciężko ją będzie "spieniężyć". Możliwe, że w kolejnym sezonie wyląduje na śmietniku. Pełna szafa ciuchów to według mnie problem. Szafa z zestawem świetnych ciuchów to obiekt pożądania ;)

      Usuń
  3. Genialne i ogromnie mi bliskie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...