wtorek, 3 czerwca 2014

Recenzja: "Steve Jobs"


Z biografią Steve’a Jobsa miałam ten problem, że pojawiła się na bardzo wielu blogowych wish-listach, ale brakowało jej recenzji.

Chociaż spodziewałam się tego. 700 stron opowieści o człowieku i technologii. To nie to samo, co kolejny poradnik o jedzeniu i podrywaniu. Mimo tego, kiedy przy pewnej okazji Połówek zapytał mnie, co chciałabym dostać w ramach prezentu, odpowiedziałam bez zająknięcia: biografię Jobsa.

Ta książka okazała się czymś więcej, niż się spodziewałam. Widziałam film, znałam mniej więcej jego historię, pamiętałam kiedy w internecie pojawiły się zdjęcia wyniszczonego chorobą człowieka, a potem informacje o śmierci. A jednak ta biografia niesamowicie mnie wciągnęła.

Czytałam ją w nietypowy dla mnie sposób. Zazwyczaj pochłaniam książki w kilka godzin. Czytanie tej było różne. Raz połykałam 100 stron, potem czytałam 5 i musiałam zrobić przerwę na przemyślenie czegoś, albo wyszukanie dodatkowych faktów w internecie.



Mogą powiedzieć, że ta biografia miała w sobie wszystko. Wciągającą historię o spełnianiu swoich marzeń i smutną opowieść o przegranej walce z chorobą. Było dużo bezwzględności i chamstwa, ale była też miłość, która przetrwała pomimo trudnego charakteru, lat i choroby. W trakcie czasami zaczynałam głośno się śmiać, czasami mówiłam coś w stylu „nooo tak, a więc to dlategoooo… o to chodziłoooo… a więc tak to byłoooo”, a czasami doświadczałam głębokiego smutku.

W opowieść o życiu człowieka o skomplikowanej osobowości wpleciono informacje na temat technologii, komputerów, oprogramowania. Ale to nie przeszkadzało mi – kompletnemu laikowi. Dużo się dowiedziałam. Do tego doszło trochę wiedzy na temat biznesu i marketingu.

Apple nigdy mnie za bardzo nie interesowało. Inni jarali się Macbookami, iPodami i iPhonami, ja kojarzyłam zaledwie cudowne komputery z obudową z przejrzystego plastiku, które były dostępne w kolorach tęczy. Z tym, że nawet nie wiedziałam, że to wynalazek Apple.

Z książki wyłonił się obraz człowieka, który potrafił zrobić awanturę, oszukać najlepszego przyjaciela i zwyzywać kogoś od debili. Ale potrafił też troszczyć się o każdy szczegół swojego produktu, docenić swoją konkurencję, wykazać się najwyższym honorem. Może dlatego pierwszy raz w życiu spojrzałam na to, co stworzył. I wiedząc to wszystko, mogłam bardziej docenić coś, co kiedyś było po prostu komputerem, czy telefonem. Kolejnym gadżetem, a nie dziełem sztuki.

Od razu powiem, że nie, nie planuję wykupienia wszystkiego co zrobili w Apple, chociaż iPhone4 został poważnym konkurentem dla Samsunga Galaxy S3 mini na stanowisko mojego przyszłego telefonu, które będzie do obsadzenia kiedy zepsuje się wysłużona Xperia. Czyli pewnie za jakiś rok...

A zatem jeśli masz ochotę na wciągającą opowieść o epoce komputerów, o kreowaniu genialnych produktów, o zmienianiu świata i o bezkompromisowym człowieku, który brał w tym wszystkim udział – przeczytaj. Warto.

2 komentarze:

  1. czytałam : ) faktycznie ma coś w sobie, co wyróżnia ją na tle innych. też miałam chwilowe zastoje, czasami połykałam mnóstwo stron. bardzo ciekawa historia, choć napisana czasami trudnym językiem, na pewno jest warta przeczytania : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, warto po nią sięgnąć :) Zachęciła mnie też do innych biografii :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...