Nigdy nie zwracałam przesadnej uwagi na kwestię uniformu i po prostu wmawiałam sobie, że zakładam na siebie to, w czym danego dnia najlepiej będę się czuła.
Tak było dopóki w komentarzu nie zostałam zapytana właśnie o kwestię uniformu. I wtedy uświadomiłam sobie, że faktycznie mam swoją wersję.
Jeansy + bluzka + marynarka = MÓJ UNIFORM
Noszę się tak praktycznie codziennie. I chociaż z jednej strony dobrze się w takim zestawie czuję i chyba też całkiem nieźle wyglądam, to jednak jestem już znudzona swoim wizerunkiem.
Na dodatek wiem, że w szafie mam ponad 80 ciuchów, a nosząc uniform wykorzystuję może 15. Marnotrawstwo i nuda!
Stąd pomysł na tygodniowe wyzwanie, do którego możecie śmiało dołączyć.
Wyzwanie ma tylko dwie zasady:
# przez 7 dni obowiązuje kompletny zakaz noszenia swojego uniformu!
# staram się wybierać rzeczy noszone mniej i tworzyć z nich takie zestawy, jakich jeszcze nigdy nie miałam na sobie.
Każdego dnia cykam fotę wybranego zestawu, a całość opublikuję za tydzień. Liczę na:
- trochę lepsze i kreatywniejsze wykorzystanie szafowych zasobów,
- wymyślenie kilku nowych fajnych zestawień,
- urozmaicenie swojego wyglądu,
- przełamanie rządów uniformu.
Życzcie szczęścia! Wyzwanie przyda mi się też z innego powodu: w 2015 planuję przeprowadzić poszerzoną wersję Miesiąca Bez Kupowania, czyli całe zgrabne Pół Roku Bez Kupowania. A to oznacza, że za chwilę muszę zaczynać. Dobrze mi to zrobi, bo przyznają - ostatnio wpadłam w lekki zakupowy amok. Pora na detox!
Lubię Twój blog. Coraz bardziej. Szczególnie, że jestem w podobnej sytuacji, czyli bez pracy :) I też doszłam ostatnio do takich wniosków, że wpadłam w jakiś ubraniowy schemat, bo tak łatwiej, szybciej, no i w końcu, idę tylko do sklepu / biblioteki / na kawę z psiapsiółką... Staram się ubierać kreatywniej (nie mylić z "bardziej ekscentrycznie), bo też mam wrażenie, że mi się ubrania marnują.
OdpowiedzUsuńNo z tego schematu trzeba się wyrwać :) Inaczej można utknąć w tym, co wygodne.
Usuńjestem na zakupowym detoksie już kilka miesięcy WSPANIAŁE UCZUCIE !! polecam.....wspaniały freedom!
OdpowiedzUsuńA jak już mnie chwyci jakaś potrzeba ubraniowa to kierunek lumpeks ! wykorzystujmy i bawmy się tym, co mamy...po, co więcej!
No, muszę do tego wrócić :) Za dużo zakupów ostatnio...
UsuńBardzo fajny pomysł;) Co prawda ja raczej nie mam żadnego uniformu, ale chciałabym trochę częściej nosić spódnice/sukienki, więc może zacznę wyzwanie, że w każdym tygodniu ubiorę coś takiego minimum 2 razy;) Co do półrocznej przerwy zakupowej to podziwiam;) Sama mam ciągłe wrażenie, że czegoś mi brakuje i listę rzeczy w głowie, które chcę mieć.
OdpowiedzUsuńBardzo dobry pomysł :) Co do listy rzeczy to też tak miałam, ale potem uświadomiłam sobie, że to niekończąca się opowieść, bo jak cos kupię, to i tak pojawia się coś nowego. Miesiąc bez zakupów wyleczył mnie z tego :)
UsuńJa w sumie i tak nie kupuję rzeczy z tej listy, bo nie mogę znaleźć albo cena mnie odstrasza;D
UsuńHaha, przepraszam Cię serdecznie, a może cieszę się, że wykorzystałaś mój komentarz do kreatywnego wyzwania? Super nogi masz :) Więcej mini!
OdpowiedzUsuńNie ma co przepraszać za uświadomienie mnie! :) :) :)
UsuńJa trzymam kciuki! I oby pogoda dopisała i wena również! :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobry wpis! Tym samym uświadomiłaś mnie, Karola, że ja stworzyłam swój uniform: bluza, dżinsy lub materiałowe rurki, trampki.. Tak, typowo bezpieczny, typowo nastoletni w połączeniu z moją dziecinną urodą, choć naście mam już za sobą.. Zachęciłaś mnie do zabawy i kombinowania, co już kiedyś robiłam :) Minimum ciuszków i kupowania, więcej kreatywności, ja w to wchodzę i to kupuję ;)
OdpowiedzUsuń