czwartek, 23 kwietnia 2015

Kiedy zaszaleć, a kiedy zaoszczędzić?











Jestem zwolenniczką tego, żeby nie dać zakupom zdominować swojego życia, ale z drugiej strony wiem też, że nie da się ich wyeliminować. Nie wydziergasz sobie majtek, nie skleisz Ray-Banów i nie obsadzisz zbożem całego parku obok twojego domu. Po pewne rzeczy musimy ruszyć tyłek do sklepu, wrzucić do koszyka i zapłacić.

I to powoduje, że musimy wybrać najlepszą dla siebie opcję. Krem za 20 czy za 200zł? Bluzka za 50 czy 150? Buty za 30 czy 300?

Kiedy możemy być dumni z zaoszczędzenia 100zł? A kiedy sami siebie robimy w wała, bo kupiliśmy tani chłam, który rozleciał się po tygodniu?

Kiedy spokojnie można kupić coś luksusowego? A kiedy lepiej nie wydawać frajersko kroci na znane logo?



#  Nie wszystko złoto, co się świeci

Konsumentów możemy podzielić na tych, którzy w poważaniu mają wszelkie znaczki, loga i brandy i na tych, którzy o wiele przychylniejszym okiem spojrzą na najgorszy nawet chłam, jeśli ma znaną metkę. Nikogo nie obśmiewam, bo sama należę do tej drugiej kategorii. Lubię marki, które sprzedają mi sobą jakąś historię, jakiś światopogląd. I tak, jestem skłonna zapłacić za trampki 200zł, chociaż za 9 można kupić takie, które mają tylko kilka kosmetycznych różnic i wcale się szybciej nie rozkleją. Bardzo możliwe, że były sklejane w dwóch stojących po sąsiedzku fabrykach.
Trochę luksusu, a nawet trochę szpanu nie robi z ciebie od razu złego człowieka. Chociaż jeśli masz klapki na oczach to bardzo łatwo może zrobić z Ciebie frajera.






Ostatnio oglądałam w Sephorze bardzo drogi, bardzo markowy krem. Piękny słoiczek, piękny zapach, no i koleżanki szlag z zazdrości trafi jak zobaczą coś takiego na półeczce pod lustrem. Wszystko na tip-top, tylko skład daleki od luksusu. Parafina, gliceryna, ciut silikonów, nutka zapachowa. Lepsze rzeczy sprzedają za 30zł w Rossmanie.

Z drugiej strony sama uwielbiam droższe szminki, chociaż porządną można kupić jak za kilkanaście złotych. Ale taką już mam fazę i nie zamierzam się z tego powodu kajać, szczególnie że kupuję jakoś dwie szminki na rok. Więc w przeliczeniu na miesiąc wydaję mniej niż kompulsywne szminkoholiczki.

Ogólnie na pierwszym miejscu postawiłabym poszukiwanie dobrej jakości, dopasowanej do naszych wymagań. A dobre jakościowo produkty trafiają się i za 5 i za 500zł.



#  Inwestuj w to z czego korzystasz najczęściej

Podziwiam kobity co wydają kilka ładnych tysięcy na kieckę ślubną a na co dzień biegają w byle jakich łachach z plastiku. Nie ma według mnie za wiele logiki w inwestowanie niebotycznych kwot w coś czego użyjemy raz, czy nawet raz na rok. Przecież to właśnie to z czego korzystamy najczęściej, co najczęściej oglądamy, nosimy, używamy -  właśnie to powinno być porządne i ładne, więc bardzo możliwe, że trzeba będzie się szarpnąć i wydać więcej kasy. Lepiej mieć megadobry krem do codziennej pielęgnacji i dobre buty do pracy. Przynajmniej jest to bardziej uzasadniony wydatek, niż galowa kieca, która zawiśnie smętnie w szafie, bo akurat nie znosisz tego typu imprez. Podobnie lepiej nie inwestować w super sprzęt np. fotograficzny, czy do nurkowania, kiedy jeszcze do końca nie wiesz, czy przypadkiem robienie zdjęć cię nie nudzi. Albo że jednak boisz się wody.
A jeśli któraś z tych rzeczy okaże się być prawdziwą pasją to znów – możesz się szarpnąć. I niech ci dobrze i długo służą. Tak jak komputer na którym pracujesz pół dnia, czy pióro, którego używasz non stop, ulubiona bluzka i ukochane dżinsy. To musi być porządne.






#  Życie ponad stan jest dla frajerów

90% facetów marzy o Porsche, mało który zastanawia się, czy miałby kasę na jego utrzymanie. Zasada jest prosta: kupuj najwyższą jakość na jaką cie stać. A no i najgorszym frajerstwem jest zapożyczanie się na drogie buty i zagraniczne wakacje. To nie zrobi z ciebie Maffashion, tylko dłużnika. I bardzo możliwe, że tak się zapętlisz, że w końcu tylko cotygodniowe wizyty na kozetce będą w stanie wyciągnąć cie z nałogu kupowania dla statusu. Kupuj tylko to na co masz pieniądze, a status podwyższaj sobie umiejętnościami, cechami charakteru, silną wolą, determinacją i osiąganiem wyznaczonych celów. Prawdopodobnie dobrze na tym wyjdziesz. Jeszcze nie dane mi było słyszeć o kobiecie, która na łożu śmierci powiedziałaby cos w stylu „Ach, jak żałuję, że nie kupiłam tych butów”.


I znowu: nie nabijam się. Chętnie wypróbowałabym krem od La Mer, ale aktualnie mam ważniejsze rzeczy na spożytkowanie 500zł. Najpierw rozsądek i już. Może inwestycja zwróci się tak, że w przyszłości moja kosmetyczka będzie pływała w preparatach za pół tysiaka. Na razie muszę wstrzymać rumaki i cieszyć się z kremu za 6 dych. 

Tymczasem moja bliska kumpela narzeka, że jest spłukana, w międzyczasie zamawiając co chwilę Revitalash, czy inne tego typu specyfiki za sporą kasę. Nie przemówisz. Ja jakoś wolę moje krótkie rzęsy i finansowy bufor bezpieczeństwa, niż firany do brody i absolutne zero na koncie.





A Wy oszczędzacie czy raczej szalejecie?









17 komentarzy:

  1. Ja z tych dla odmiany ekstremalnie oszczędzających. Jakikolwiek wydatek na siebie to luksus, nawet jeśli to odżywka za 10 zł. Ale potrzeby mam niewielkie więc mi z tym dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - grunt, żeby to nam było dobrze :)

      Usuń
  2. Najbardziej dosadny jest punkt: 'Życie ponad stan jest dla frajerów'. Przypomniała mi się opisywana przez Ciebie historia dziewczyny, która wydawała wszystkie pieniądze, a sama jadła ryż z ketchupem (też znam taką osobę - i nie mam pojęcia co jej odpowiadać jak narzeka na to, że nie ma co jeść). Sama staram się raczej kupić coś raz, a porządnego, bo wiem, że lepiej mieć jedną porządną 'małą czarną' niż osiem byle jakich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ta sama osoba :) Aktualnie mieszka na drugim końcu świata, zarabia dobrze i wszystko trwoni, a potem zastanawia się, gdzie są jej pieniądze. Niestety nie uświadamia sobie, że kupując masę pierdółek wydaje tak naprawdę większość wypłaty.

      Usuń
  3. Ja szaleję ale z głową. Lubię dobre kosmetyki do makijażu ale jeśli chodzi o pielęgnację to dokładnie badam składy i przekonuję, że nie warto czasem inwestować w byle co. Jutro będę puszczać tekst o olejach. Lubię właśnie czasem korzystanie z prostych i niedrogich rzeczy do pielęgnacji. Jeśli chodzi o makijaż to czasem potrafię zaszaleć, uwielbiam Bobbie Brown i MAC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w kwestii składów. Ta jedna rzecz pozwoliła mi zaoszczędzić na masie bubli, czasem nieproporcjonalnie drogich. Dobrze wiedzieć jakie składniki nam służą, a jakie są tylko swojego rodzaju "zapychaczem" :)

      Usuń
  4. Przyznam, że jestem oszczędna, ale bez przesady i w granicach zdrowego rozsądku. Wyznaczam sobie, co chcę kupić w danym miesiącu i raczej tego się trzymam, choć ostatnio nauczyłam się, że w kwestii kosmetyków warto wydać kilka złotych więcej na podkład czy tusz do rzęs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A polecasz jakiś podkład? Właśnie wykończyłam ostatnia kroplę ukochanego egzemplarza, który został wycofany z produkcji i nie widzę nic szczególnie fajnego :(

      Usuń
  5. "Życie ponad stan jest dla frajerów" - chyba sobie to wydrukuję i powieszę w domu :)
    Co do szminek, ja mam jedną droższą, którą uwielbiam i ze względu na jej jakość nie kupiłabym kilku tańszych. Tak samo mam z perfumami. Kiedyś łapałam się na tym, że mam mnóstwo kosmetyków - tanich, ale wcale nie wydawałam na nie mało. Teraz wolę kupić jedne droższe cienie do powiek, ale takie, które do mnie pasują i czuję się w nich dobrze. Myślę sobie, że ważne jest, żeby stawiać na jakość, a nie na ilość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ni taki dobry jakościowo kosmetyk daje więcej frajdy - dłużej służy, dłużej cieszy. A na tanich pierdółkach potrafi nam uciec z portfela mnóstwo kasy i nawet tego nie zauważamy.

      Usuń
  6. Najlepiej inwestować w jakość. Sama staram się tak robić, ale czasem jestem sknerą i szkoda mi wydać trochę więcej pieniędzy, nawet jeśli wiem, że coś jest warte swojej ceny, dlatego staram się korzystać z promocji i czasami poczekać, aż znajdę coś dobrego w niskiej cenie. Co do trampek to mam Conversy od roku, chodzę w nich niemal non stop, piorę w pralce i są w stanie idealnym, a te kupione po 10 czy nawet 80 złotych niestety rozlatywały się po kilku tygodniach czy miesiącach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm myślę właśnie o nich i bardzo mnie zachęcasz tą opinią :) Niemniej kupiłam w zeszłym roku na szybko tenisówki w CCC - potrzebowałam właśnie czegoś bardziej sportowego, a nie chciałam tracić kasy na Conversy. I tak buty za 40 zł mam do teraz, biegam w nich po różnych dziwnych miejscach i wciąż są w świetnym stanie. Obiecałam sobie poczekać z Conversami aż się rozlecą - chyba to jeszcze potrwa :)

      Usuń
    2. Też kiedyś kupiłam mega wytrzymałe trampki w CCC, więc zależy jak się trafi;) Ale Conversy są naprawdę godne polecenia.

      Usuń
  7. Świetnie to zaczęłam rozróżniać, kiedy postanowiłam nie dać się konsumpcjonizmowi i zacząć oszczędzać po Nowym Roku. Teraz myślę 5 razy, czy czegoś naprawdę potrzebuję. 2 miesiące temu wydałam trochę grosza na dermokosmetyki i byłam przeszczęśliwa, jak nie kupiłam nic do ubrania :) Zaczynam czuć to paryskie nastawienie do urody - jak nie masz za dużo pieniędzy, to lepiej kupić dobry krem niż puder. :D
    Twój tekst, a także artykuł o ciągłej chęci dopasowania się do społecznej normy (kup dom na kredyt na 30 lat, haruj tak długo, aż zarobisz tyle pieniędzy, żeby nie wiedzieć, co z nimi robić, wyjdź za mąż do 25stki, a pierwsze dziecko miej do 30stki), bardzo mi były potrzebne :) Bo życie ponad stan albo wbrew sobie, a tylko dla zaimponowania społeczeństwu jest niewarte czasu i energii. :)

    PS. Jak tylko skończy mi się moja super taniutka szminka z Avonu/Maybelline inwestuję w Chanel! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiliśmy mieszkanie na kredyt, na 30 lat, po 3 mamy już większość spłaconą. Ślub wzięłam w 19 urodziny, po dwóch latach urodziłam córeczkę i wcale nie mam wrażenia, że dostosowuję się do normy społecznej, ale jestem po prostu szczęśliwa.

      Usuń
    2. J najważniejsze to być szczęśliwym :) Dla jednego to ślub i własne mieszkanie, dla drugiego podróże i bark zobowiązań. Chodzi o to, żeby wybierać co dla nas jest najlepsze i nie dawać sobie wciskać, że masz robić tak czy inaczej. Każdy ma swoją ścieżkę :)

      Usuń
  8. Ja najczęściej "inwestuję w to, z czego korzystam najczęściej". Nie muszę mieć super drogiego e-linera, ale dobry, trochę droższy krem do codziennej pielęgnacji jest obowiązkiem (chociaż ostatnio zużyłam Ziaje i olej kokosowy i też mam się dobrze). Wydaję dużo pieniędzy na skórzane buty (ale te kupuję raz na kilka sezonów), które starczają mi na ładnych parę lat. Uważam, że w obuwie trzeba inwestować, lepiej kupić raz na 5 lat dobre, skórzane włoskie albo polskie buty na zimę niż co sezon martwić się i szukać nowych, bo te z zeszłego sezonu już się nie nadają. Zdarza mi się czasami zaszaleć, ale raczej staram się oszczędzać ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...