Ale bez zbędnych ceregieli! Ile w końcu mam tych ciuchów?
Aktualnie w szafie 73 sztuki. Podliczając to, co mam na sobie i co ewentualnie jest w praniu, wyjdzie może koło 80 sztuk. Nie wliczałam rzeczy sportowych i bielizny, za to wszystkie kiecki, płaszcze, bluzki i tak dalej.
Ile były warte?
Robiłam przybliżoną kalkulację podobnie jak kiedyś przy kosmetykach. Poza tym część rzeczy dostałam, a cześć kupiłam w ciucholandzie za grosze. Ogólnie rozpiętość cenowa moich ciuchów waha się od 5zł za top do 350zł za kaszmirowy sweter. Całość pewnie pochłonęła jakieś 6 tysięcy zł. Obecna wartość? Przy naszym przesyceniu rynku ciuchami, przy ciucholandach na każdym kroku, większość ubrań raczej traci wartość. Może udałoby się sprzedać zawartość mojej szafy za 1,5 tysiąca. Może.
Czy mam jakąś konkretną liczbę ciuchów, do której dążę?
33? 50? A może 41? Niestety… nie. W dalszym ciągu podziwiam ludzi, którzy są w stanie zapakować wszystkie swoje ubrania do jednej małej walizki. Którzy są w stanie narzucić sobie reżim konkretnej, malutkiej ilości, ale na chwilę obecną: a. jeszcze nawet nie znam tej liczby, która byłaby dla mnie odpowiednia i b. na chwilę obecną coraz bardziej lubię moją szafę. Coraz lepiej mi służy i zaczyna zapewniać strój na każdą okazję.
Przykład: używając tylko posiadanych już ciuchów dałam radę ubrać się na wesele kumpeli i na imprezę a la lata osiemdziesiąte. Zero zakupów. Tylko kreatywne łączenie rzeczy z własnej szafy.
Przy okazji przeprowadzkowego remanentu, a później przejścia na sezon wiosenny pewnie wyleci tak z 10-15 ostatnich niedobitków, których niby nie noszę, a szkoda wyrzucić. Zaczynam się bawić w zestawianie moich ciuchów i wychodzi, że mogłabym każdego dnia miesiąca wyglądać inaczej. Nazywam to zakupami we własnej szafie :)
Tutaj wersja bardziej zabałaganiona, ale aktualniejsza: pozbyłam się dwóch marynarek i jednej kiecy :) Widać, że zaczynają się pojawiać wolne wieszaki :)
Czy moim zdaniem ograniczenie się do konkretnej liczny ciuchów w ogóle ma sens?
I ma i nie ma. Z jednej strony zrobienie Projektu 333 potrafi człowiekowi pokazać, że na serio nie potrzebujemy aż tyle, ile myślimy, że potrzebujemy. Serio możesz zebrać 33 fajne ciuchy (czy inną zbliżoną ilość) i dasz radę się ubrać. Ograniczony wybór ułatwia podejmowanie decyzji, nieograniczony wybór sprawia, że często stoisz przed niedomykającą się szafą i stwierdzasz, że nie masz się w co ubrać.
Z drugiej strony każdy z nas żyje inaczej, czym innym się zajmuje, co innego lubi nosić. Mogę mieć max 4 pary spodni, ale nikt mnie nie zmusi do ograniczenia się do 4 sukienek, albo 4 topów. To są ciuchy, które mi się sprawdzają. I fakt, że jakieś guru powie, że mam mieć tyle i tyle, nie powoduje, że automatycznie to zrobię. Wszystko trzeba robić z użyciem własnej głowy.
Na pewno sens ma ograniczenie liczny ciuchów, których nie nosimy i których nie lubimy - ograniczenie do zera.
Na pewno sens ma ograniczenie liczny ciuchów, których nie nosimy i których nie lubimy - ograniczenie do zera.
Moja recepta na coraz lepszą szafę (z idealną jest ciężko w prawdziwym życiu)?
Pozbyć się rzeczy, w których czujemy się: brzydko, grubo, smutno, biednie, staro, niekomfortowo, nie do końca dobrze. To odchudzi naszą szafę i uwolni nas od wszystkich tych krzywdzących ubrań. Bo ubraniami MOŻEMY się krzywdzić, a nie od tego przecież one są.
Kupować: mało, najlepsze na co nas stać, w czym wyglądamy pięknie, czujemy się wygodnie, co chcemy nosić bez przerwy, co pasuje do przynajmniej kilku innych rzeczy w naszej szafie, co nas rozświetla, co pasuje do nas.