Dzisiaj będzie krótko, ale będzie to też post o moim wielkim marzeniu, które mam nadzieję spełnić za kilka lat. Wizja wyprowadzki z miasta coraz częściej przewija się przez mój mózg. I coraz przyjaźniej patrzę na ten temat. Dlaczego?
1. Koniec z mieszkaniem w bloku. Prawie całe życie mieszkam w bloku, w mieszkaniu z widokiem na inne bloki. W sąsiadami z góry, z dołu i po bokach. Czuje się już mocno klaustrofobicznie w miejscu, gdzie boje się głośniej kaszlnąć, albo pofałszować sobie do jakiejś piosenki. Za to słyszę kiedy sąsiedzi mają randkę w łóżku, albo testują nową wiertarkę.
2. To nie balkon i doniczka z ziołami z hipermarketu. To ogród. Ogród, do którego możesz wyjść. W którym możesz mieć swoje maliny i sałatę. Opalać się. Walczyć z ślimakami i chwastami. Gonić psa, kiedy próbuje obsikać krzak dzikiej róży. Dla mnie ogród = najprzyjemniejsza praca pod słońcem = szczęście. Mój mały wewnętrzny ogrodnik miałby wreszcie frajdę.
3. Czyste powietrze. Miła odmiana od Krakowa, czy raczej SMOGOWA. Niestety więcej much. Ale od czego są moskitiery i zwierzaki domowe, które uwielbiają polować na muchy?
4. Kredens. Taki stary. Odmalowany na biało, a w środku na niebiesko. Pomieści wszystkie moje ulubione kubki. Kredens w mieście wygląda dziwnie (zresztą gdzie go upchnąć w standardowej klitce?), ale w domku na wsi to już bardzo stylowy mebel. O i jeszcze duży regał na książki, a w nim cała moja biblioteczka.
5. Las. Chce mieszkać pod lasem. Nawet kleszcze jakoś przeżyję i wygrzewające się latem na leśnych polankach żmije. Zresztą uważam, że żmije są całkiem śliczne, oczywiście dopóki nie postanowią zaatakować Twojej nogi lub psa.
Dla lasu przeżyję wszystko. Mogę spacerować i zbierać grzyby albo borówki. Wypatrywać sarny lub zająca. Albo nic nie robić i po prostu lasu słuchać.
6. Jajka od kury, która widziała słońce, mleko od krowy, a nie woda z białym barwnikiem. I targ z warzywami. Muszę coś dodawać?
7. Kominek, basen i hamak. 3 niezbędne elementy w życiu każdego szczęśliwego człowieka. Raczej ciężko je sobie wyobrazić w blogu. Zresztą co to za frajda, kiedy sąsiedzi podglądają jak się pluskasz? Nie wyobrażam sobie życia bez zimowego wygrzewania przed kominkiem, wiosennego relaksu w hamaku i chłodzenia się w basenie w trakcie upalnych dni.
A Wy co wolicie? Domek na wsi, czy piękne mieszkanie w mieście?
Kiedyś sobie nie wyobrażałam mieszkania w jakiejś zabitej dechami dziurze, ale chyba z wiekiem (i rozwojem sieci internetowej) zmienia mi się światopogląd :)