piątek, 12 czerwca 2015

Dobre Ranko #6







Co tam u Was? Bo ja nie mam dzisiaj do przekazania żadnych zakupowych rewelacji, ale dawno już nie było żadnego postu z cyklu Dobre Ranko, a dzisiaj jest bardzo dobre ranko :)


Wszystko przez treningi Insanity - przeszłam na drugi poziom, gdzie ćwiczy się po 50-60 minut. Mój organizm zareagował na to prześmiesznie, bo od tygodnia przesypiam po 11 godzin. Śpię tyle, że nawet nie mam czasu na zakupy. I sporo jem. Zakwasów raczej brak, wygląd coraz lepszy, ale formy jeszcze brakuje.


W zeszłą niedzielę w Krk poszłam obejrzeć jakie przeszkody wystawiono na Survival Race i powiem Wam szczerze z połową nie dałabym sobie rady. Po 1,5 miesiąca intensywnego treningu (ale tak to już jest, jak się przez pół życia było skinny fat bez mięśni). Inicjatywa świetna i chętnie wzięłabym kiedyś udział w takim hardkorowym biegu, ale jeszcze maaaaaaaasa treningów przede mną.






Minipizze diavolo. Niby można zrobić samemu, ale w tych dosyć częstych ostatnio momentach, kiedy wpadamy do domu umierający z głodu nie ma nic lepszego. Pozostaje dziękować za nowego Lidla niedaleko nas.



A jeszcze wracając do tematu jedzenia stwierdzam, że tydzień włoski w Lidlu został wymyślony przez jakiegoś szatana. Ja wielbię kuchnię włoską, mój facet wielbi makarony. Po prostu. Dajcie mu na obiad coś z makaronem w wymyślnym kształcie i będzie szczęśliwy. A to oznacza, że wpadliśmy do środka ze ślinotokiem na ustach i kupiliśmy mniej więcej połowę asortymentu. Potem poszliśmy drugi raz po drugą połowę asortymentu, niestety lody jajeczne zostały już wykupione (jak to?! jak mogli mi wykupić wszystkie lody jajeczne?!?!?!?!?!?!?). Zostały mi tylko czekoladowe cicha do kawy.






Wstawię Wam jeszcze foto nowego filtra przeciwsłonecznego. Spokojnie, to nie mój, ja nie schodzę poniżej SPF 50, ponieważ moja skóra postanowiła całkowicie wyłączyć funkcję opalania. Mogą się tylko zburaczyć na bolesną czerwień, co nie jest ani miłe, ani estetyczne. Mój facet potrzebował jakiegoś filtra i w sumie poleciłam mu ten. Często w kosmetykach made in Poland przeszkadzają mi brzydkie opakowania, ale tym razem Farmona na serio się postarała. Patrząc na tą tubę już myślami jestem na wakacjach, na dodatek pachnie jak cukierek (co dla faceta pewnie nie jest szczególnym plusem, ale cóż :D). No i faktycznie ma składzie olej arganowy, shea i panthenol. Serio tak powinni działać polscy producenci, a wtedy nawet nie spojrzymy na zagraniczne marki.


No i na koniec polecam Wam nowy post na Ania Maluje. Drukujcie komplementy i rozwieszajcie w świecie. Sama kiedyś wydrukowałam uśmiechy - wszystkie poznikały! To świetny pomysł i świetna zabawa, i dla Was i dla tych, którzy skorzystają. Jak pisze Ania, inspiracje nie tylko musimy kolekcjonować, ale przede wszystkim wcielać w życie :)






Najnowsze dzieło. Jeszcze kilka godzin nad nim posiedzę. A jest to już 67 praca w moim wyzwaniu 100 rysunków w rok :)


A no i jeszcze ładnie proszę - trzymajcie kciuki za mnie, albowiem namawiam świetną osobę do współpracy przy #Karierowni, a wszystko mam nadzieję rozstrzygnie się w niedzielę przy mrożonej kawie. Jeśli się uda, to ona+ja=mocny team, który może zrobić coś fajnego.


Wspaniałego weekendu:)






1 komentarz:

  1. Świetne dzieło! Normalnie aż bym chciała kupić... :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...