W mojej głowie wciąż funkcjonuje obraz dwóch przeciwstawnych
sił, drastycznie różnych od siebie i czasami nawet zwalczających się nawzajem:
kobiet BYĆ i kobiet MIEĆ. Zawsze wybierasz stronę po któej staniesz. Ciężko o coś "pomiędzy", co nie było by po prostu nudą i banałem. Jesteś albo olewającą kobietą BYĆ, albo wystrojoną kobietą MIEĆ. A pośrodku jak do tej pory jest niewyróżniająca się niczym szara masa. Czy tak musi być?
Agnieszka Chylińska moim zdaniem ze strony BYĆ poszła trochę w kierunku MIEĆ.
Źródło zdjęcia: google.pl
Źródło zdjęcia: google.pl
Kobieta BYĆ robi masę odjazdowych rzeczy: wspina się, chodzi
na linie, podróżuje z plecakiem po egzotycznych krajach. Niestety w kwestii
wyglądu, no cóż, ciężko je nazwać wyroczniami stylu. Nawet jeśli z powodu
ważnej okazji rezygnują z górskich butów i buzy z polara. W szafie mają kilka
rzeczy na krzyż, większą jej część zazwyczaj zajmuje jakiś sprzęt niewiadomego pochodzenia.
Nie chcą, nie potrzebują „wyglądać”.
Co do kobiety MIEĆ, to trudno powiedzieć czym się zajmuje, o
ile robi cokolwiek poza strojeniem się. Ale trzeba przyznać, że ona odjazdowe
rzeczy posiada: buty, sukienki, sweterki, perfumy… Chce się wyglądać jak ona.
Ostatnio z racji małego weekendowego wypadu w góry
przeistoczyłam się w kobietę BYĆ. Stare spodnie i rozlatujące się buty, które
można bez wyrzutów sumienia zapaprać błotem. Do tego ciepła polarowa bluza,
ciepły sweter i kurtka, której nie straszne najgorsze warunki pogodowe. Na
wypady po mieście trampki i skórzana kurtka. Jedna próbka kremu, szczotka do
włosów i tusz do rzęs-tyle w kwestii urodowej. Wszystko mieszczące się w jednej
niewielkiej torbie sportowej.
Było dobrze, dopóki nie wpadłam na pomysł spotkania się z
kumpelą. Przy jej obcasach, kolczykach, makijażu, czułam się trochę jak
wypłosz. Dodatkowo podczas schodzenia z dość stromego miejsca złamałam
paznokieć w sposób niezwykle nieestetyczny i denerwujący (zaczepiałam nim o
szalik, o włosy i o wszystko inne, a brak pilnika dał się we znaki).
Zrozumiałam, że estetyka kobiety BYĆ nie jest do końca moja. Potrzebują perfum,
eye-linera i wysokich obcasów. Kupowanie ciuchów bezmyślnie, noszenie danej
rzeczy jeden raz (lub wcale) jest głupie, wiem. Z drugiej strony nie dam rady
cały czas chodzić w ciuchach, w których spokojnie można iść na tydzień do lasu.
Poza tym trzeba mieć trochę litości dla własnego faceta. Ja
wiem, że jak do tej pory nie uciekł na widok mojej twarzy bez makijażu i
stylizacji w stylu „wszystko mi jedno, czy wyglądam jeszcze jak kobieta”. Ale
kiedyś może mu się to znudzić i może uciec. Też bym zresztą uciekała, gdyby on
całkowicie się zaniedbał.
Wygląda na to, że utknęłam gdzieś pomiędzy BYĆ i MIEĆ. Przypuszczam, że nie jestem sama. Jak
więc mamy się wypośrodkować? Co robić, żeby wyglądać bosko, bez gonienia bezmyślnie za
trendami i nowościami z sieciówek?
Na koniec kilka przyjemnych fotek z zakopiańskiego wypadu :) Chętnie bym jeszcze połaziła i po TPN i po mieście.
